ROZDZIAŁ VIII. THE OTHER SIDE

Published Maj 8, 2017 by Jamie Hart
Piękno ponad wszelkie piękno, dobro zrodzone z nieskazitelności, matka, swatka, opiekunka  a także uwodzicielka ludzkich serc. Najpiękniejsza Bogini w całym Panteonie. Afrodyta znana również, jako Wenus Bogini miłości, kojarzona ze swej dobroci, piękna, troskliwości.  I w rzeczy samej Afrodyta tka była, doskonała jak na Boginie przystało, z tym, że perfekcja wymagała wielu trudnych wyrzeczeń.
Wenus nie miała tyle szczęścia, co inni bogowie, mający liczne potomstwo, składające się z bogów i półbogów. Zazdrościła im.
Afrodyta owszem została obdarowana potomkiem, był nim Eros – kupidyn, Bóg miłości i namiętności seksualnej.  Syn Afrodyty i Aresa.
Jednak jak każda kobieta Wenus pragnęła mieć więcej niż tylko jedno dziecko, próbowała z wieloma Bogami, posunęła się nawet do romansów z ludźmi, ale niestety nie udawało się.  Od setek stuleci Bogini usiłowała począć nowego potomka, ale jej starania na nic się nie zdały.  Oczywiście kochała Erosa, ale pomimo wspaniałego i przystojnego syna czuła dziwną pustkę, którą próbowała zapełnić za wszelką cenę.
Zrozpaczona Bogini niemal się poddała, aż do momentu pojawienia się na jej drodze pewnego urodziwego młodzieńca o imieniu Casimiro – jej serce na jego widok oszalało. Afrodyta wiedziała, że musi go zdobyć, chłopak musiał być jej. Zapragnęła go całego.  Miała dość ciągłego pomagania innym, zmęczyło ją to i bardzo chciała o tym zapomnieć, zająć się czymś, co jej samej da szczęście. I tym właśnie był młody rzymianin – szczęściem dla jej duszy.
Zanim jednak postanowiła go uwieść, udała się do parek – te przedstawiły jej los, jaki był zaplanowany dla ów młodzieńca. To, co usłyszała przeraziło ją, a także przekreślało jej plany wobec Rzymianina.  Wtedy też poprzysięgła sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, aby móc zatrzymać mężczyznę u swojego boku.  Miała gdzieś przeznaczenie, i jej boską powinność.   Choć raz zapragnęła czegoś dla siebie, i nie zamierzała odpuścić, przez ten jedyny raz wykazała się egoizmem, który z biegiem czasu niestety doprowadził ją do zguby.
Bogini dla zdobycia serca Casimira posunęła się do morderstwa jednej z parek – bogini losu, musiała się jej pozbyć.  Inaczej jej obiekt westchnień prędzej czy później poznałby prawdę o swoim przeznaczeniu a to zniweczyłoby jej plany. Kiedy już pozbyła się zagrożenia, kolejnym krokiem było rzucenie uroku na chłopca.  To nie trwało za długo, z biegiem czasu Casimiro stał się jej całkowicie oddany i zakochany.  Tworzyli razem idealną parę.  Wysoki jasnowłosy i dobrze zbudowany młody mężczyzna i olśniewającą piękna Afrodyta- Bogini miłości o kruczoczarnych włosach i dużych czekoladowych oczach, oboje przykuwali uwagę wszystkich, na ich temat szeptali nie tylko śmiertelnicy, ale i sami Bogowie.
Jej szczęście nie trwało zbyt długo, przeznaczenie mimo wszystko ich dopadło, cudowna iluzja, którą zdołała stworzyć przez kilka lat została pogrzebana.  Dziecko, o którym tak marzyła, którego pragnęła z całego serca i duszy nie narodziło się.  Wszystko przez rozpacz i gniew, w który wpadła poznając prawdę o swoim ukochanym.
Afrodyta poroniła, spodziewała się córki, której ojcem był Casimiro.   I właśnie ta strata sprowokowała ją do takich a nie innych zachowań.   Pragnęła zemsty na mężczyźnie, który dał jej wszystko, o czym marzyła a zarazem to odebrał, a widok cierpiącego przez stulecia mężczyzny był balsamem dla jej poranionej duszy.
Bogini poprzysięgła sobie, a także swojej nienarodzonej córce, że człowiek, który zrujnował jej życie będzie cierpiał do końca istnienia świata. I ona osobiście tego dopilnuje.
Niestety pewne sprawy się skomplikowały, na drodze Rzymianina pojawiła się kolejna szansa na szczęście. Afrodyta ponownie będzie musiała stoczyć walkę z parkami, aby udaremnić ich plany wobec Casimira.
     Odziana w złotą suknie Bogini miłości, krzątała się po swojej świątyni obmyślając nowy plan zemsty. Na jej malinowych ustach malował się złowieszczy uśmiech, ciemnoczekoladowe oczy błyszczały od szaleństwa, które w nich się czaiło.   Jej kruczo czarne włosy kaskadą opadały na plecy, zakrywając tym samym wcięcie na plecach o kształcie trójkąta.  Nieskazitelna i piękna jak zawsze.
-Mój słodki Casimiro niczego się nie nauczyłeś, prawda? – szepnęła przyglądając się ogromnemu zwierciadłu, które zajmowało jedna ze ścian świątyni. – Wygląda na to, że będę musiała dać ci kolejną lekcję. Już niedługo się zobaczymy, obiecuję.
Afrodyta nadal wpatrywała się w zwierciadło, te zaś ukazywało obraz całującego się Rzymianina z Noelem.
***
   Postanowił przerwać pocałunek, co wcale nie przyszło mu tak łatwo. Usta Casimira były wspaniałe, słodkie i miękkie, nie wspominając już o jego wygimnastykowanym języku. Nigdy wcześniej się nie całował, i teraz w końcu zrozumiał, co stracił.  To było wspaniałe doznanie, bardzo przyjemne, hipnotyzujące i podniecające.  Erekcja dała mu się we znaki, w jego bokserkach brakowało miejsca i gdyby nie przerwał pocałunku to mogłoby to skończyć się źle.  Był pewien, że jego krocze za chwile eksploduje.
Rozmarzony Casimiro z rozczarowaniem przyglądał się zaczerwienionym policzkom francuza, chłopak wyglądał tak jakby ogarnęła go gorączka.
-Cas.. ja nie mogę, nie potrafię – wymamrotał sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Jeszcze kilkanaście minut temu był do niego wrogo nastawiony a teraz? Teraz cholernie tego żałował, chciał zbliżyć się do blondyna, poznać go i pomóc mu. Ten pocałunek, przypominał muśnięcie duszy, właśnie takie odniósł wrażenie, kiedy to Włoch wepchnął mu swój język do gardła.
-Spokojnie Noe, obiecałem i dotrzymam słowa, nie będę nalegał – odparł uśmiechając się – Chociaż nie ukrywam, że nam obojgu przydałaby się niewielka ręczna robota – dodał puszczając mu perskie oczko.
-Nie, jeszcze nie teraz- rzucił wstając z łóżka – To było miłe, naprawdę, ale nie chce cię wykorzystywać. I zanim powiesz, że do tego przywykłeś i to dla ciebie normalne, wiedz, że ja nie traktuje cie jak przedmiot. Widzę w tobie człowieka, i tak będę cię traktował.
Wypowiedziane przez młodzieńca słowa nieco zszokowały Casimiro, sam nie wiedział, co było bardziej szokujące, to, że Noel tak jakby wyraził chęć obcowania fizycznego z nim, czy to jego nowe, odmienne podejście w stosunku do niego.  Wystarczyło zmienić tylko podejście do sprawy, i proszę, jak wszystko dobrze się układa.  Brunet wcale nie był taki zły, owszem był młody, naiwny, niedoświadczony z ognistym temperamentem, ale do okiełznania.   Już on o to zadba.
  Casimiro szukał odpowiednich słów, ale nic nie przychodziło mu do głowy.  Zawsze miał jakiś tekst,  na każdą okazję, a teraz po prostu siedział spanikowany.  W sumie to nic nie działo się tak jak tego oczekiwał, i jak powinno być. Jego obowiązkiem było świadczyć seksualne usługi osobie, która uwolniła go z obrazu. Miał być wiernym i oddanym kochankiem, w dodatku nigdy nie męczącym się.  A Noel obrał dziwna taktykę miłosierdzia, i to go przerażało.  Pojawienie się jakichkolwiek uczuć mogło doprowadzić do katastrofy, nawet zwykła życzliwość była niebezpieczna.
Zasady były proste, on pieprzy i daje niebywała satysfakcje śmiertelnikom, a oni przez chwilę pozwalają mu normalnie żyć. Bez zobowiązań i zbędnych uczuć. Nic nie mówiąc skinął lekko głową, dając chłopcu do zrozumienia, że zgadza się na jego warunki.  Właściwie to już go nie słuchał, myślami przeniósł się gdzie indziej.
Kwestia księgi martwiła go, Noel, co nieco już przeczytał, ale nie na tyle, aby wiedzieć, że jego przekleństwo nie jest do końca wieczne. Istnieją furtki, zawsze jakieś są.
Możliwości są różne, pierwsza i w zupełności nie szkodliwa to zakochanie się, ale z wzajemnością. Jeśli śmiertelnik, którego spotka na swojej drodze, obdarzy go prawdziwym uczuciem a on je odwzajemni, to klątwa nałożona przez Boginię zniknie, Casimiro będzie wolny.  Wszystko pięknie ładnie, ale jak znał Afrodytę, to ona do tego nie dopuści.  Kolejny wariant, to znalezienie kogoś o dobrym i czystym sercu, chcącym wstawić się za szarganą i zdemoralizowaną duszą Casimira. Krótko mówiąc, musiałby znaleźć kogoś, kto będzie gotów się poświęcić i zająć jego miejsce w obrazie.
Trzeci wariant najbardziej go nurtował, bo gdyby los, chociaż trochę się do niego uśmiechnął i poznałby duszę przeznaczoną mu na wieczność, prawdziwą, nieskazitelna miłość, to klątwa również zostanie zniesiona.  Czym różnią się od siebie warianty jeden i trzy?  Tym, że jeśli ktoś go pokocha, a nie jest mu przeznaczony Afrodyta będzie mogła interweniować i wymyślić coś równie paskudnego jak owa klątwa. Przy opcji trzeciej suka nie będzie miała nic do gadania, przeznaczenie to działka parek, a te lubią mieszać w życiu.
Kiedyś, na samym początku jego Meki łudził się, że być może któraś z furtek się spełni. Liczył na to, że nie ma w życiu aż tak bardzo przejebane i wkrótce jego los się odmieni. Ale teraz, po spędzonych w obrazie stuleciach miał dość. Skończył z naiwnością i nadzieją, księga, którą sporządzono była kawałkiem steku bzdur spisanych tylko po to, aby zrobić człowiekowi wodę z mózgu.
Gdy tylko nadarzy się okazja to zniszczy księgę, nie pozwoli, aby ktoś zrobił coś głupiego, i to dla niego, nic nie wartego śmiecia.
-Casimiro?  Obudź się! – Zaniepokojony milczeniem swojego towarzysza Noel machał ręka przed jego twarzą, w celu ocucenia go z zamysłu. Jednak na nic się to nie zdało.  Jasnowłosy mężczyzna swoim milczeniem i totalnym bezruchem przypominał posąg. –Do jasnej cholery Casimiro!
Dopiero po pięciu minutach Włoch zareagował na dźwięk swojego imienia.
-Tak? Co się stało?  – mruknął spoglądając na bruneta- Czemu na mnie krzyczysz?
-Wystraszyłeś mnie! Straciłeś kontakt z rzeczywistością – odparł – Chciałem Cię poinformować, że nasze jedzenie przed chwilą przybyło – dodał wskazując na stolik, na którym leżały opakowania z pizzą oraz pudełkami z chińskiej restauracji.
 -Przepraszam, zamyśliłem się. Chodźmy jeść – zawołał ruszając w kierunku kanapy.
   Nie rozumiał go, to jak szybko mężczyzna zmieniał swój nastrój było niebywałe. Naturalnie on sam miewał huśtawki nastrojów, ale nie aż tak często. Casimiro odkąd pojawił się w jego mieszkaniu, zafundował mu niezły maraton emocji.  Na twarzy Włocha zdążył już dostrzec pożądanie, gniew, cierpienie, wyrozumiałość, cierpliwość oraz obojętność. Właśnie tak w chwili obecnej oceniał nastrój swojego gościa.
Słysząc burczenie w swoim własnym żołądku Green postanowił zapomnieć o wszystkim i skupić się na woni pysznego jedzenia, która unosiła się po jego mieszkaniu.
Jak gdyby nigdy nic, usiadł na kanapie tuż obok blondyna a następnie rzucił się na pizze.
Oboje jedli w ciszy, żaden z nich nie odezwał się ani słowem, nawet po to by skomentować smak dania.
Reklamy

VII. NEW BEGINNING

Published Maj 6, 2017 by Jamie Hart

Hej kochani!  Po długich miesiącach, a właściwie latach nieobecności i zaprzestaniu twórczości wróciłam!  Przed wami kolejny rozdział opowiadania Nothing at all – może ie jest idealny,ale jak na długą przerwę dość długi i mam nadzieję, że wam się spodoba.

Miłego czytania.

Pozdrawiam Jamie 😉

***

Oczywiście, że przechwycił księgę, prawie zapomniał, że ona istnieje. A jednak „puszka pandory”  – ponieważ tak ośmielił się nazywać księgę zawierającą szczegółowe informacje na temat jego osoby i dawnego życia. Nie chciał i nie mógł pozwolić, aby Noel poznał sposób na wyciągniecie go z tego bagna. A sposobów było kilka, w tym dwa niby to realne, ale nie do końca.  Wszystko zależało od punktu widzenia.  W każdym razie wolał nie ryzykować, zresztą już dawno stracił nadzieję na opuszczenie obrazu.  Tkwił w im tak długo, że naprawdę zdążył się przyzwyczaić i porzucił marzenia o normalnym życiu, zresztą nawet gdyby udało się go uratować, gdyby faktycznie któryś ze sposobów wymienionych w księdze faktycznie zadziałał, to, co począłby z sobą?  Jego życie nie miało sensu, nie miał, po co ani dla kogo żyć. Prawdopodobnie gdyby stał się śmiertelny natychmiast odebrałby sobie życie. Może wtedy jego dusza i dusza Sorena odnalazłyby ukojenie, którego tak bardzo pragnęły.

Niestety to się nie wydarzy, Casimiro pozostanie na zawsze męską dziwką uwięzioną w obrazie.  Od czasu do czasu wypuszczaną z „klatki”, aby choć na chwile poczuć się jak człowiek.   Taką możliwość ma teraz, a z tego, co się orientuje do kolejnej pełni jest daleko. Tak, więc czasu mu nie brakuje, musi tylko obmyślić jakiś plan korzystania z dóbr ówczesnego świata.  Naturalnie nie może zapomnieć też o swoim zadaniu, kiedyś w końcu będzie musiał posiąść Noe, choćby siłą.  Napięcie seksualne to naprawdę potworna rzecz, od stuleci nie spotkał się z takim oporem.   Rozpracowanie młodzieńca zajmie mu chwilę, w dodatku ich relacje wcale nie są na najlepszej drodze.

Ale to nie jego wina, tylko francuza, chłopak od samego początku jest do niego wrogo nastawiony.  Co utrudnia mu uwodzenie, a przecież nikt nie oparł się jeszcze jego urokowi. A Noela ewidentnie coś blokuje, młodzieniec zachowuje się w jego obecności dość nieśmiało.   Ale nie to jest dziwne, tylko to, w jaki sposób Noe reaguje na jego sztuczki, bo początku niby działają, ale po kilku sekundach Noel wybudza się z transu, zupełnie tak jakby jego umysł blokował moce Casimira.  I jeśli faktycznie tak jest, to bez pomocy swojego wyjątkowego uroku będzie mu bardzo ciężko rozkochać w sobie francuza.

Od wieków tego nie robił, przynajmniej nie tak jak robią to ludzie. Owszem flirtował, prawił komplementy uwodził, ale to wszystko na życzenie obsługiwanych wtedy osób.  Na większość jego urok działał automatycznie.  A na Noela nie koniecznie.  Kilka razy przyłapał chłopaka na tym, że podziwia i ocenia jego ciało z zachwytem, ale na tym koniec. Żadnych więcej ruchów.

Casimiro krzątał się po mieszkaniu Noela Greena w celu poszukiwania produktywnego zajęcia i jakiś ubrań, które przypadkiem mógłby by na niego pasować. Aktualnie był całkowicie nagi, a jego sporych rozmiarów męskość sterczała niczym maszt.  Co nie umknęło uwadze bruneta, który po sprzeczce w Łazice ponownie za nim podążył, tym razem w milczeniu.  Ciemne i mokre włosy przylepione były do twarzy Włocha, tym samym uwydatniając jego piękne rysy twarzy.  Dwudziestolatek w skupieniu obserwował mężczyznę, w sumie gdyby nie cała ta dziwna magiczna historia to możliwe, że nawet umówiłby się z kimś takim jak Włoch. Był naprawdę przystojny i hojnie obdarzony, czego niejeden facet mógłby mu pozazdrościć.

-Przepraszam – wymamrotał przerywając panującą w mieszkaniu ciszę –  Masz rację, nie powinienem wtykać nosa w nieswoje sprawy, ale po prostu jestem ciekaw tego jak kiedyś żyłeś i czy istnieje szansa, aby znieść klątwę.   Nie odbieraj tego, jako litość, czy coś. Po prostu uważam, że to niesprawiedliwe, co Cię spotkało.  I chciałbym jakoś pomóc.

Zaskoczony Casimiro odwrócił się w kierunku bruneta, chłopak opierał się o kuchenny aneks i wodził wzrokiem po nim, czuł to.   Słowa Noela nieco go zaskoczyły, nie tego się spodziewał.  Przeprosiny i bardziej dorosłe spojrzenie na sprawę nie było ani trochę podobne do zielonookiego młodzieńca.

-Przeprosiny przyjęte. W  innych okolicznościach nie miałbym nic przeciwko ciekawości i jej zaspakajaniu, ale zrozum proszę, że w mojej historii nie ma nic, co mogłoby pomóc.  Moje życie nie jest żadną bajką z szczęśliwym zakończeniem, to najzwyklejszy koszmar, z którym już się oswoiłem.

-Mam propozycję, ja przestanę drążyć temat, jeśli ty przestaniesz nalegać abym się z tobą przespał, zgoda? – Noe sam się sobie dziwił, kiedy emocje opadły zaczął się zachowywać inaczej, dojrzale.  Nie mówił, że Cas ma rację i nie powinien się wtrącać, ale nie powinien być aż tak upierdliwy. Postara się jakoś przechytrzyć blondyna, i mimo wszystko odkryć prawdę.

– Chciałbym, ale tak to nie działa. Tłumaczyłem Ci, że nie mam tak jakby wolnej woli.  Mogę przespać się tylko i wyłącznie z osobą, która uwolniła mnie z malowidła, a na chwilę obecną

to jesteś ty.  I zanim coś powiesz, to tak, też nienawidzę tej zasady.  Trafiałem na różne maszkary, nie żebym dyskryminował ludzi, ale jak można przestać o siebie dbać? – Casimiro wzdrygnął się przypominając sobie wychudzona i strasznie owłosioną czterdziestoletnia bibliotekarkę, która wywołała go z obrazu jakieś sześć lat temu.

-Naprawdę bywało aż tak źle? – zawołał robiąc przy tym minę niewiniątka, co dodawało mu jeszcze większego chłopięcego uroku – Współczuję, ja nie mam nawet takich doświadczeń, zresztą wiesz. Ja i wibrator lub ewentualnie moja ręka.

-Zaczynam się martwić, jeszcze chwilę temu miałeś ochotę mnie zamordować a teraz jesteś normalny i w dodatku nie wrzeszczysz, żebym się ubrał. Wszystko w porządku, masz gorączkę czy coś? – spytał marszcząc brwi.

-Musisz być ironiczny?  Sam nie wiem, co się ze mną dzieje, jednak cokolwiek to było to już mi przeszło – odparł zbliżając się do mężczyzny, który stał w samym środku jego mieszkania – a ubrać faktycznie byś się mógł, nie zaprzeczam, że prezentujesz się nieźle, ale nie chce stracić z Tobą dziewictwa. – Noel ominął swojego gościa i poczłapał do jednej z swoich szafek, wygrzebując jakieś ciuchy, po czym rzucił je w kierunku Włocha.

-Naprawdę? Nie mogłeś mi ich po prostu podać? – syknął oburzony, następnie zaś pochylił się, aby pozbierać ubrania z ziemi.

-Powinny być na ciebie dobre, to ubrania znajomego.

Casimiro przyjrzał się szerokiemu szaremu sweterkowi w serek oraz, czarnymi jeansowymi spodniami.  Faktycznie wyglądały na duże.

-Dzięki- mruknął, po czym w mgnieniu oka włożył na siebie otrzymane ubrania.  Niestety ze spodniami miał mały problem, a raczej ze swoim penisem, który był strasznie nabrzmiały.  Krzywiąc się ostrożnie zapiął guziki, a następnie delikatnie poprawił sobie krocze.

W czasie, kiedy Casimiro był zajęty wkładaniem ubrań, Noel postanowił położyć się na swoim łóżku i na spokojnie przemyśleć całą te sytuację.

Fakty były niezłomne, po pierwsze on i Casimiro byli na siebie skazani, po drugie prędzej czy później będzie musiał jakoś zadowolić blondyna, inaczej może to się źle skończyć dla jego przyrodzenia.  Cierpiał z powodu ogromnej nieznikającej erekcji, czego nie dało się nie zauważyć.  Naprawdę mu współczuł, ale co on właściwie mógł zrobić, aby mu pomóc?

Zawsze marzył o prawdziwej miłości i o seksie z uczuciem, może zachowywał się jak jakaś puszczalska szmata, ale wcale taki nie był. Udawał przed samym sobą i przyjaciółmi, oraz cała resztą ludzi.  Wstydził się, w dzisiejszych czasach nie jedna czternastolatka już straciła dziewictwo, a on miał dwadzieścia lat i poza wibratorem to nie miał żadnego kutasa w tyłku ani w ustach. Był żałosny.

Naprawdę żałosny, bóg seksu był w jego mieszkaniu a on ledwo reagował na jego obecność, owszem czuł podniecenie a zarazem strach.

-Nie wiem, nad czym tak myślisz, ale nie wygląda to za dobrze – prychnął udając się w stronę aneksu kuchennego. Celem Casimiro była lodówka, zgłodniał, co nie było niczym nadzwyczajnym. W świecie śmiertelnym odzywały się wszystkie naturalne pragnienia, jak głód, pragnienie oraz niepohamowany popęd seksualny.

-Bardzo zabawne – wymamrotał ponownie zwracając swoja uwagę na blondynie – Po prostu zastanawiam się, co mam z tobą zrobić, nie chce cię trzymać w zamknięciu, ale nie mogę też puścić samego na miasto. To zbyt ryzykowne.

-Boisz się, że ludzie zaczną się na mnie rzucać jak na jakiś smaczny kąsek? – zażartował otwierając przy tym lodówkę – Jaja sobie robisz, ta lodówka jest pusta – westchnął rozczarowany niczym pięcioletnie dziecko, które dostało nie taki prezent, jaki chciało.

-Spokojnie, zaraz zamówię nam jakieś jedzenie. Pizza czy chińszczyzna?  – Noe natychmiast się ożywił, w sumie to sam by coś przekąsił. Młodzieniec zmienił pozycję i usiadł na łóżku, a następnie wygrzebał telefon z kieszeni swoich spodni, zaczął klikać w urządzenie.

-A mogę to i to? – zawołała podchodząc do Noela – Co robisz?

-Zamawiam nam jedzenie, korzystam z Internetu mobilnego.

-Aaaa no tak te wasze wynalazki – prychnął – Miałem okazję zapoznać się z tą technologią i tym jak funkcjonuje, nie mówię, że to jest złe, ale jakoś mnie to nie kręci.  Wolę włączyć telewizor i oglądać komedie.

-Serio? To, to robisz, kiedy udaje Ci się opuścić obraz? Siedzisz na kanapie i ot tak oglądasz filmy?  – zmarszczył brwi niedowierzając własnym uszom, miał wrażenie, że się przesłyszał.

-Robię to w przerwach w seksie, nie wiem czy zauważyłeś, ale często trafiam do pracoholików, samotnych matek, starych panien i wszystkim im podobnym dziwnym osobą, które maja jakieś tam swoje inne obowiązki, więc wtedy wykorzystuje swój wolny czas właśnie na to.

-Nadal ciężko mi wieżyc w to, że ludzi są tak bezduszni i tylko się z tobą pieprzą – warknął zniesmaczony tą informacją.

-Przywykłem do tego, to ty jesteś dla mnie prawdziwą anomalią. Tak naprawdę tylko z tobą rozmawiam tak jak gdyby nigdy nic, co nie ukrywam jest bardzo miłe. Nawet to sprzeczanie się z tobą było fajne.

-Haha nie no dzięki stary – zawołał dając mu kuksańca w bok – Faktycznie wcześniej trochę przesadzałem, zachowałem się jak baba, wybacz.  – Noel mówił szczerze, żałował większość ze swoich zachowań.

-Nie, uwierz mi one zachowują się z większą klasą – zakpił posyłając brunetowi łobuzerski uśmiech – Twoje zachowanie można porównać do zachowania rozkapryszonej piętnastolatki.

-Ej, miałeś przestać być wredny! – fuknął obrażony.

-Nie prawda, miałem przestać nakłaniać cię do seksu ze mną.

-Racja, ale to nie znaczy ze musisz być bezczelny – warknął i pokazał mu język.

Casimira rozbawił ten gest, blondyn nie mogąc się powstrzymać wybuchnął śmiechem, na szczęście dla niego trwało to dość krótko. Korzystając z niepowtarzalnej okazji pochylił się w stronę bruneta i cmoknął go w usta tej samej chwili, kiedy ten schował język.

Noel był na tyle oszołomiony, że nawet się nie odezwał. Jego twarz od razu zapłonęła purpurą a w zielonych oczach malował się niepokój.

Nie o to mu chodziło, ale najwyraźniej jego inne podejście do sprawy nie tylko usypiało czujność przystojnego rzymianina, ale również i jego własną, co szczerze go przerażało.

Casimiro nadal pochylał się nad Greenem, ich twarze dzieliły od siebie zaledwie milimetry.  Jasnowłosy mężczyzna czekał na jakąkolwiek reakcję ze strony chłopaka, sekundy mijały a ten siedział jak sparaliżowany.

Powinien na niego na wrzeszczeć, przecież się umawiali, ale nie potrafił.  Naturalnie opierał się dziwnemu przyciąganiu, które było miedzy nimi. Bronił się, ale mało skutecznie, naprawdę Casimiro go pociągał zarówno na tle fizycznym, jaki intelektualnym.  A ten całkiem niewinny całus rozbudził w nim potrzebę zaznania czegoś więcej niż miękkość i ciepło ust mężczyzny. Noe z przerażeniem przyglądał się zdezorientowanej twarzy Włocha, zastanawiał się czy zaryzykować i ulec pokusie czy jednak odpuścić i nadal walczyć.  Jednak to, co wydarzyło się przed chwilą miało dla niego ogromne znaczenie, i w końcu Noel postanowił odpuścić i niczym się nie przejmując rzucił się na rzymianina.   Ich usta natychmiast się odnalazły, brunet dość niezdarnie i niepewnie całował usta Casimira, Mężczyzna z uśmiechem na ustach postanowił odwzajemnić pocałunki młodzieńca.

-Pozwól, że pokażę ci jak się poprawnie całuje. – szepnął, po czym wrócił do słodkich malinowych ust Noela, wpił się w nie lekko rozchylając swoim językiem, który ostrożnie wsunął nieco głębiej. Reakcja chłopaka bardzo go ucieszyła. Język Noela natychmiast odnalazł jego i z zaangażowaniem pozwolił prowadzić się w tym namiętnym tańcu.

Prolog

Published Maj 14, 2016 by Jamie Hart

Za oknem pogoda prezentowała się wspaniale, w sam raz na narty. Przyjechali do Aspen zaledwie trzy dni temu, i od tamtego czasu spadło sto centymetrów białego puchu.   Ubiegłej nocy również padało, tak wiec śniegu mieli pod dostatkiem.  Jasper odkąd tylko się obudził marzył o tym by wybiec na dwór i poszaleć na snowboardzie, niestety Lena- jego piękna narzeczona, miała inne plany.   Dziewczyna zaraz po śniadaniu,które zjedli wspólnie w salonie,siedząc przed kominkiem , oznajmiła iż pojadą do miasta na zakupy.  Jasper na samą myśl o wędrówkach po sklepach dostawał mdłości. Kochał swoją narzeczoną,ale nie był wielkim zwolennikiem zakupów, i gdyby tylko mógł zamawiałby i kupował wszystko przez internet.  Niestety w tej dziurze jakiej się aktualnie znajdowali, internet był kiepskiej jakości, głównie z powodu różnych warunków atmosferycznych, a te przeważnie były niekorzystne. Ich telefony komórkowe często traciły zasięg, co nawet ich cieszyło. Mogli spokojnie spędzić ten czas razem, bez znajomych czy rodziny. Tylko oni we dwoje.

Natomiast w mieście, z zasięgiem było nieco lepiej, telefony ,internet i cała reszta działały świetnie.   Ale czego można się spodziewać, mieszkając w jedynym domku położonym najwyżej, niemal pod samym szczytem gór.

To Lena znalazła ten dom, niewielki drewniany górski domek, z sześcioma sypialniami, dużą kuchnią, salonem oraz dwiema łazienkami.  Dziewczyna zakochała się w nim od razu, on sam też polubił to miejsce. Miało w sobie tak zwane „to coś”. Chociaż Jasper określał to bardziej jako duszę.   Tak więc pod wpływem chwili zdecydowali się go kupić, ot tak. To będą ich drugie wspólne święta oraz sylwester spędzone w tym domu.

-Kochanie co  tak stoisz i wpatrujesz się w to okno? – z zamyślenia wyrwał go ciepły kobiecy głos.  Obrócił się i uśmiechnął.

-Wiesz Len, bardzo się cieszę, że kupiliśmy ten dom. Tu jest cudownie – odparł podchodząc do jasnowłosej,szczupłej i przede wszystkim pięknej kobiety.

-Ciekawe spostrzeżenie. Mogę wiedzieć skarbie, skąd takie wyznanie? – spytała  podchodząc do niego i tym samym obejmując go mocno – Aż tak Ci się podoba na tym zadupiu?

– Tak –  zawołał chichocząc- To zadupie jak twierdzisz, ma swój urok i co najważniejsze jesteśmy tu sami.

– I spóźnieni – mruknęła – Spójrz na siebie, wyglądasz jak menel.

Jasper prychnął oburzony i odsunął się od ukochanej.   Nie rozumiał kobiet, a już na pewno nie swojej.  Co złego było w szarych dresowych spodniach i czerwonej koszuli w kratę?

-Nie patrz jak obrażone dziecko. Tylko marsz się przebrać.  Za chwilę wychodzimy.

-Lena, a nie możesz jechać sama do tych cholernych  sklepów?

-Pewnie, sama będę wszystko nosić i pakować do auta. Przypominam Ci, że wigilia jest za dwa dni. Potrzebujemy prowiantu na co najmniej dwa tygodnie,  niby jest nas dwoje,ale nigdy nic nie wiadomo. Lepiej się przygotować.  Ale jak sobie chcesz, mogę jechać sama – burknęła odwracając się na pięcie.

-No już, spokojnie złośnico, idę się przebrać i za chwilę możemy jechać- zawołał podbiegając do dziewczyny – Ale najpierw daj buziaka.

Lena odwróciła się chichocząc po czym cmoknęła go w usta.  Oboje cieszyli się do siebie, niczym para zakochanych nastolatków. Mimo iż byli razem cztery lata, to nadal czuli się tak jakby dopiero co się poznali.   Zakochani, przez cały czas wpatrzeni w siebie.

-Kocham Cię wariacie, bardzo – wyznała przerywając milczenie.

-Ja też Cię kocham perełko – mruknął cmokając ją w czoło – bardzo, a teraz wybacz idę się ogarnąć.

-Dobrze,zaczekam w samochodzie

-Jasne, to na razie mała – odparł a zaraz potem pobiegł w kierunku drewnianych schodów.

Ich sypialnia znajdowała się na piętrze,była pierwszą po prawej stronie i w dodatku największą. Reszty pokoi jeszcze nie zagospodarowali. W ostatniej sypialni, czasami sypiał Liam, przyjaciel Jaspera. Który aktualnie wygrzewał się gdzieś na jakiejś plaży, jego kumpel nie przepadał za górami i zimnem.  Ostatni raz był w Aaspen w jego dwudzieste ósme urodziny, czyli jakieś osiem miesięcy temu. Będąc już w pokoju podszedł do dużej szafy w kolorze venge, i otworzył ją, następnie zaczął przeglądać ubrania, po kilku minutach zdecydował się na czarne jeansy i szary golf, na który wrzucił granatową puchową kurtkę.  Stwierdziwszy iż jest gotowy, wybiegł z sypialni.   Elena nie należała do grona cierpliwych kobiet, o ile takie w ogóle istniały.

***

          Od samego początku nie był przekonany co do pomysłu swojej siostry. Niestety kiedy ta się na coś uparła, nie wiele dało się zrobić.  Nie to żeby Alec nie kochał swoich rodziców, ale  jakoś podróż samolotem, później samochodem nie wiadomo do końca gdzie konkretnie,  przerażała go.  Nie odwiedzał rodziców od dnia, kiedy Ci postanowili zostać odludkami i przeprowadzić się w góry i to do Aaspen. Czyli prawie na sam koniec świata. Jakby nie mogli zostać we Francji? Europa była piękna, ale nie, im zachciało się dziwnych miejsc i zwiedzania świata.

Zresztą Miranda, też ich nigdy nie odwiedzała. Ale nagle jej się uwidziało,że w tym roku  święta Bożego Narodzenia chce spędzić  z nimi.  Normalnie by jej odmówił,ale ponieważ  był starszy i ją kochał a także się o nią troszczył, postanowił mimo wszystko polecieć z nią.

Na całe szczęście byli już po odprawie i siedzieli na pokładzie samolotu lecącego z Paryża do USA.  Miranda, jego młodsza siostra bliźniaczka, wierciła się na swoim siedzeniu, tuż przy oknie lewego skrzydła. Dziewczyna nie mogła się doczekać kiedy wystartują, on wręcz przeciwnie. Perspektywa trzydziesto-sześcio godzinnego lotu go demotywowała. Ich  samolot leciał najpierw do Nowego Yorku, gdzie czekała ich przesiadka do kolejnego samolotu, który już bezpośrednio zabierze ich  do Aspen.

Alec westchnął ciężko, trzydzieści sześć godzin bez snu, to go właśnie za chwilę czekało, piekło zgotowane przez uroczą młodszą siostrę.

Rozdział VI. Please, tell me.

Published Październik 6, 2015 by Jamie Hart

Cześć kochani!
Tak, wróciłam. To naprawdę ja, wasza Jamie 🙂
Po sporej, chyba, o ile się nie mylę półrocznej przerwie od pisania i publikowania – wróciłam. I mam dla was kolejny rozdział historii Noela i Casimira.
Z góry przepraszam za jakość oraz ilość rozdziału. Ale po tak długiej przerwie, naprawdę jest ciężko napisać coś dobrego i długiego.
Jeśli znajdą sie jakieś błędy -a znając moje szczęście, pewnie tak będzie, to proszę informujcie mnie o tym. Dzięki temu będę mogła je szybko wychwycić i poprawić.

Pozdrawiam i życzę miłego czytania 🙂
Jamie Hart

********

Nie potrzebnie to zrobił, nie powinien wspominać o Sorenie. Ból, jaki nosił w sercu po jego utracie już niemal zelżał, a dziś poczuł jak jego serce ponownie rozpada się na tysiąc kawałków. Tęsknota, żal a przede wszystkim gniew znów go zalały.
Starał sobie przypomnieć jak wyglądał, jak pachniał, czy chociażby jak brzmiał jego głos, jednak nie potrafił. Większość jego wspomnień zatarła się z biegiem czasu. Stracił go po raz kolejny. Afrodyta mogłaby być z siebie dumna, zabrała mu wszystko, na czym mu zależało. Był nikim, pozbawionym uczuć seksualnym narzędziem, mającym tylko służyć. I powoli sam zaczynał w to wierzyć.
Tak bardzo nienawidził swojego obecnego losu, a zwłaszcza parek, ale najbardziej ze wszystkiego nienawidził Afrodyty. Pragnął, aby ta suka zapłaciła za swoje grzechy, niestety to nigdy nie nastąpi. Jak zwykle wszystko ujdzie jej na sucho.
Mężczyzna wziął dwa głębokie wdechy i odsunął wszystkie myśli w odległą część jego umysłu. Stulecia, które spędził w zamknięciu, nauczyły go jednego, iż myśli i uczucia to jego najwięksi wrogowie. Więc starał się zapomnieć o wszystkim, być pozbawioną emocji zimną i obojętną skorupą. I udawało mu się aż do dnia dzisiejszego, to był pierwszy i ostatni raz, kiedy pozwolił sobie na chwile słabości. A wszystko za sprawą ciepłego spojrzenia niesamowicie zielonych oczu, które wydawały być się bardzo znajome.

Zrzucił z siebie pożyczone od Noela dresowe spodnie i wszedł do kabiny prysznicowej, a następnie odkręcił wodę. Po kilku sekundach strumień gorącej wody lunął na jego ciało. Jego mięśnie automatycznie się rozluźniły, Casimiro zamruczał czując przyjemne i pobudzające ciepło.
To zadziwiające jak człowiek się zmienia pod względem utraty dostępu do nawet najprostszych czynności. Dla Włocha ten prysznic był czymś więcej niż tylko podstawową czynnością z zakresu higieny. Bycie uwiezionym w obrazie odebrało mu dosłownie wszystko, każdą najmniejszą i podstawową wartość człowieka.
Dziś otrzymał namiastkę normalnego życia i postanowił się nią cieszyć, a przynajmniej spróbować.
A to nie będzie takie łatwe, nie przy Noelu. Chłopak wzbudzał w nim zbyt wiele niepokojących emocji, albo-wiem od stuleci nie czuł tak silnego pożądania i nie dotyczyło to tylko popędu seksualnego. Na tle duchowym również odczuwał dziwną wieź z młodzieńcem.

Noe w pierwszej chwili miał ochotę przeszukać całe mieszkanie, lecz po chwili doszedł do wniosku, że to nie ma sensu. Blondyn z pewnością ukrył księgę w takim sposób, że odszukanie jej zajęłoby mu wieki.
A to go niestety bardzo wkurzyło, ten dziwak najpierw robi mu pranie mózgu. Potem zjawia się w jego mieszkaniu ot tak, w dodatku nago a teraz jeszcze kradnie starą książkę, którą on sam zabrał w dość nielegalny sposób ze szkolnej biblioteki.
Sapnął, tego było zbyt wiele jak na jeden dzień. Niczym rozjuszony kot, któremu ktoś przytrzasnął ogon, wbiegł do łazienki. Z groźna miną zatrzymał się na środku pomieszczenia. Zamierzał nawrzeszczeć na swoje-go gościa, lecz jego plany legły w gruzach. Widok nagiego i mokrego Casimira totalnie go oszołomił. Jego wszystkie myśli wyparowały. Jedyne, co w danej chwili go interesowało to doskonałe ciało Casimira, a zwłaszcza jego okrągłe i jędrne pośladki.
Greckie rzeźby, które wielokrotnie widywał w szkolnej auli, w porównaniu z Casem były jedynie amatorskimi podróbkami. Ponieważ przed sobą miał prawdziwe dzieło sztuki, co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości,
Ciężko dysząc zrobił krok w przód, wiedział, że nie powinien, ale jakaś niewidzialna i niepohamowana siła pchała go prosto w ramiona nieznajomego.
Jego spojrzenie wędrowało po każdym skrawku ciała mężczyzny, w uszach szumiała mu wzburzona krew a serce mało, co nie wyskoczyło z piersi.
Casimiro pociągał go jak nikt inny. Noe nie miał pojęcia czy to sprawka magii, czy może faktycznie coś było na rzeczy. W takich warunkach było mu ciężko skupić się na czymkolwiek. Nawet oddychanie stanowiło dla niego wyzwanie.

Cas posiadał bardzo dobrze wyczulone zmysły, w końcu szkolono go niegdyś na jednego z lepszych wojowników tamtych czasów. Co prawda krótko, ale jednak pewne umiejętności zostały z nim aż do dziś.
Mężczyzna wyczuł obecność Noela, intensywność spojrzenia chłopaka jeszcze bardziej go podniecała.
– Chcesz mi umyć plecy? – spytał obdarzając młodzieńca łobuzerskim uśmiechem – To słodkie, ale właśnie skończyłem, spóźniłeś się.
Z zamyślenia wyrwał go zmysłowy warkot, kilka sekund zajęło mu zarejestrowanie tego, co dzieje się wokół.
Ale kiedy już wróciła mu pamięć posłał złowrogie spojrzenie blondynowi.
-Nie po to tu przyszedłem – burknął – Chcę wiedzieć, dlaczego zabrałeś tamtą książkę?
-O to samo mógłbym spytać również ciebie – odparł zakręcając wodę – Co w niej znalazłeś, że musiałeś ją zabrać do domu?
-Nie twój interes, po prostu mi ją oddaj.
-Niby, dlaczego miąłbym to zrobić? – Casmimiro wyszedł z kabiny, jego ciało wciąż ociekało z wody. Ten widok oczarował Noela. Młodzieniec walczył z samym sobą. Pewna cześć jego duszy rwała się jak szalona ku Włochowi. Druga zaś wolała go unikać i pragnęła się przed nim ukryć, najlepiej w jakimś ciemnym i odległym zakamarku świata.
-Ponieważ muzę ją zwrócić – wycedził przez zaciśnięte zęby. Jego gość nie tylko go pociągał, ale również irytował.
-Nie kłam, niezbyt ci to wychodzi – prychnął sięgając po jeden z czystych ręczników znajdujący się na półce. Następnie obwinął go sobie wokół pasa.
-Oddaj mi ja proszę, chce dokończyć czytać.
-Żartujesz sobie? – jęknął wywracając ochami. Ten chłopak był niemożliwy, nie dość, że uparty to jeszcze ironiczny.
-Nie, nie żartuję. Co w tym złego, że chcę ja przeczytać ? – syknął – Chcę wiedzieć o Tobie więcej. Jeśli chcesz tu zostać, to musisz stosować się do moich zasad.
-Stosować do zasad? –zacmokał zbliżając się do bruneta – A jakie to masz zasady? Chętnie o nich posłucham.
„Cholera! Czy on zawsze musi podchodzić tak blisko ? „ – Noe cofnął się w tył, jakoś nie specjalnie podobało mu się ograniczanie jego przestrzeni osobistej. Blondyn przytłaczał go.
-Po pierwsze zachowaj stosowny odstęp!
Włoch roześmiał się, ale nie odsunął się, przeciwnie jeszcze bardziej zmniejszył odległość miedzy nimi.
-Po drugie chcę wiedzieć, kogo tak naprawdę goszczę pod swoim dachem i nie mów mi, że przecież mi o sobie opowiedziałeś. Nie jestem głupi, wiem, że pominąłeś dużo szczegółów ze swojego życia. A ja chcę i muszę cię poznać.
Ostatnie słowa same wplątały mu się w wypowiedź, Casimiro nie miał tego usłyszeć. Teraz miał prawdziwe kłopoty, Noe zdawał sobie sprawę z tego, że blondyn teraz na pewno mu już nie odpuści.
-Musisz i chcesz? – spytał uśmiechając się łobuzersko – To bardzo ciekawe, chętnie dowiem się więcej.
-Coś za coś|! – krzyknął – Jeśli masz tu zostać to musisz mi w jakiś sposób zapłacić.
-Rozumiem, że opowiedzenie ci całej prawdy o sobie ma być tą formą zapłaty.
-Dokładnie
-Nieźle to sobie wykombinowałeś, ale nie dam się szantażować – Casimiro wyminął go i opuścił łazienkę.
Noe przez chwile stał jak ten kołek, po czym ruszył za swoim gościem.
-Co jest w tym złego, że chcę poznać twoja przeszłość ? – syknął niczym niezadowolony pięciolatek, który nie dostał tego, co chciał.
-Wszystko – warknął stojąc na środku salonu- Przywracasz tylko bolesne wspomnienia. Niszczysz to, na co pracowałem wiekami. Burzysz moja ochronna barierę!
Noe zamarł z przerażenia, widok zdenerwowanego a raczej wkurwionego Casimira naprawdę go przestraszył. Nigdy wcześniej nie widział takiej furii, nawet wkurzona Mia podczas okresu nie wyglądała tak niebezpiecznie jak w tej chwili Włoch. Jego spojrzenie mogłoby zabić.

Studia z początku wydawały mu się fajna zabawą i dobrym planem na przyszłość, dziś jednak szcze-rze ich nienawidził. A właściwie to nie znosił jednego ze swoich wykładowców, Thomasa Camerona. Ów profesor był czterdziestodwuletnim Kanadyjczykiem oraz jednym ze znanych inżynierów sieciowych pracujących kiedyś dla firmy Apple. Jednak to nie zmieniało tego, iż był wrednym skurwielem. Josh podobnie jak jego koledzy z kierunku nie przepadali za nim. A wszystko, dlatego, że profesor Cameron na zaliczenia zawsze za-dawał najcięższe projekty. I właśnie w tej chwili Josh ślęczał nad jednym z nich. Miał zaprojektować stronę internetową szkoły. Ich uczelnia zaliczała się do tych wiekowych, tak wiec ich obecna strona również była dość przestarzała.
Każdy z uczniów dostał to samo zadanie, napisanie, zaprojektowanie tej samej strony od podstaw. Niby wcale nie takie trudne zadanie, lecz problem tkwił w tym, że musieli ją zbudować sami, od totalnego zera. Nie mogąc korzystać ze wzorca starej. Wszystko od a do z musiało być ich pomysłem.
Joshua zwykle poradziłby sobie z taką błahostką, ale ostatnio za bardzo sobie pofolgował i ominął kilka zajęć. No i nie bawił się w projektowanie ani inne duperele już jakiś czas. Ostatnio tylko albo grał albo spotykał się z Noe. Sam sobie był winien, i musiał wypić piwo, które naważył.
Został mu tydzień na skończenie projektu, a za przeproszeniem był w czarnej dupie.
Stukał w klawiaturę i męczył się z HTML, CSS, XML. Korzystał z czterech programów do tworzenia i budowania stron internetowych. A jednak wciąż mu czegoś brakowało. Jego projekt był tandetny. Miał sama podstawową siatkę. Najgorsze jednak było to, iż nie miał aktualnie żadnej wizji, jak powinien wyglądać ów projekt. Zero ambitnych i kreatywnych pomysłów. Totalna pustka.
Zrezygnowany postanowił zrobić sobie przerwę, dlatego też zapisał wszystkie dotychczasowe kody, po czym zamknął programy i uruchomił grę. Jakoś w końcu musi się zrelaksować.
W tym samym momencie usłyszał dziwne klikniecie a na ekranie jego komputera wyświetliło się okienko roz-mowy czata.
-Co do cholery ? – jęknął marszcząc brwi.
Azjata wpatrywał się w ekran niczym sroka w malowane wrota, dopiero po minucie zrozumiał skąd to ustroj-stwo się wzięło. Przecież jakiś czas temu wraz z Mia zakładał na portalu randkowym profil Noe. Zapomniał się wylogować, a ten ktoś widząc go online po prostu napisał.
Długo myślał czy odczytać wiadomość i odpowiedzieć, bo koniec końców to był jednak profil Noe, i to on po-winien odpisać. Ale z drugiej strony dobrze znał francuza, ten na pewno tam nie wejdzie. Chłopak był zbyt uparty i dumny by korzystać z Internetu w celach poszukiwania swojej drugiej połówki.
Jeśli chodzi o niego, to cóż nie widział w tym nic złego, ale osobiście nie odczuwał potrzeby pakowania się w cos takiego jak związek.
Mimo to jednak postanowił porozmawiać z tam tym chłopakiem. Potrzebował się rozluźnić, a taka rozmowa może okazać się lepsza od gry.
Josh kliknął w okienko czata, wiadomość była krótka.
Najechał kursorem na okno rozmowy i również się przywitał z nieznajomym. Ku jego zaskoczeniu chłopak odpowiedział dość błyskawicznie.

Cuteblueeyes: Hej przystojniaku 🙂
Nieśmiały_ksiaże: cześć ;D
Cuteblueeyes: Zacząłem tracić nadzieję na odpowiedź ;p
Nie powinien kontynuować tej rozmowy, lecz coś go ciągnęło do tego chłopaka. wydawał się być sympatyczny oraz ciekawy, dlatego pisał z nim dalej.

Nieśmiały_ksiaże: a to niby, dlaczego?
Cuteblueeyes :No wiesz, mogę Ci się nie podobać czy cos tego typu. Pewnie i tak masz niezłe branie.
Nieśmiały_książe :właściwie to nie, dopiero co założyłem tu konto i ty pierwszy napisałeś 🙂
Cuteblueeyes:O, czyli kto pierwszy ten lepszy? 😀
Nieśmiały_książe:hahaha coś w tym stylu ;p
Cuteblueeyes: Co teraz porabiasz? Bo ja właśnie się pakuje.
Nieśmiały_książe;uczę się a właściwie staram się to robić, czemu się pakujesz? wyjeżdżasz gdzieś?
Cuteblueeyes:Tak, wyjeżdżam na studia, właściwie się przenoszę.
Nieśmiały_książe: aaa rozumiem a gdzie ?
Cuteblueeyes: Londyn 🙂
Nieśmiały_książe :serio?
Cuteblueeyes: Tak
Nieśmiały_ksiąze : to świetna informacja, bo cóż, nie chce się chwalić ale ja tu właśnie mieszkam i studiuję xD
Cuteblueeyes: Poważnie? ;O Nie żartujesz sobie ze mnie?
Nieśmialy_książe :ani trochę ;p
Cuteblueeyes: Jakie jest prawdopodobieństwo że się spotkamy ?
Nieśmiały_książe :ogromne ? 🙂
Cuteblueeyes: 🙂
Cuteblueeyes: Wybacz, ale muszę kończyć. Za dwie godziny mam samolot, a jeszcze połowy rzeczy nie spakowałem. Popiszemy później?
Nieśmiały_książe: jasne, udanego lotu 🙂
Cuteblueeyes: Heh nie dziękuje, do napisania 😀 :*
Nieśmiały_książe : pa :*
#cuteblueeyes wylogował się.

-Ciekawe, kto wybierał mu tą nazwę –westchnął. Joshowi naprawdę dobrze pisało się z tym chłopakiem, niby nic konkretnego, ale czuł bijącą od niego sympatię, Już w tym samym „hej przystojniaku” było coś pozytywnego.

WAŻNA Informacja odnośnie opowiadania We are a secret !

Published Kwiecień 28, 2015 by Jamie Hart

Cześć kochani,  wiem, ostatnio zaniedbałam bloga oraz Was, za co przepraszam.

Nie pisałam ani nie publikowałam ze względów osobistych,  teraz jest już okej.  Myślę, że już powoli zacznę ogarniać siebie i pisanie.

Wracając do nagłówka posta,  a więc usunęłam opowiadanie  We are a secret  z bloga ponieważ zostanie ono zmienione.  Jeśli chodzi o zmiany jakie chcę w nim wprowadzić, to mogę jedynie powiedzieć, że będzie ich  całkiem sporo.  Chcę rozszerzyć pewne wątki,  dodać nowe  i dopracować rozdziały, w których zarzucano mi pewne niezgodności.

Do tej pory opowiadanie zawierało 20 rozdziałów oraz epilog,  jestem pewna, iż po wprowadzeniu zmian stanie się ono znacznie dłuższe. 

To tyle jeśli chodzi o dobre wiadomości,  przejdę teraz do tych złych.   

Opowiadanie We are a secret   nie będzie dłużej dostępne na blogu. Nie opublikuje go tutaj ani na moim blogu na wordpresie. 

Pewnie zastanawiacie się dlaczego?

Póki co nie zdradzę więcej.  Czekajcie cierpliwie na kolejne informacje.

Ps. Druga cześć   We are a secret    również nie zostanie opublikowana na żadnym z moich blogów.

Nie martwcie się,  obie części prędzej czy później będą dla Was dostępne i będziecie mogli je przeczytać ale w nieco innej formie.

Dla wszystkich wielbicieli opowiadania Nothing at all  mam również dobre wieści ,opowiadanie niedługo znów ruszy i będzie publikowane.

Jednak bardzo Was proszę o cierpliwość.

Pozdrawiam ciepło Jamie Hart

Rozdział V. The sexy asshole.

Published Styczeń 24, 2015 by Jamie Hart

Zadrżał czując miękkie opuszki palców przesuwające się po zarysie jego szczeki.  Tak dawno nikt go nie dotykał, że już niemal zapomniał, jakie to przyjemne uczucie. Casimiro uśmiechnął się lekko nie odrywając wzroku od młodzieńca.  Z bliska wyglądał jeszcze lepiej, cudne kasztanowe loki, intensywnie zielone oczy, zupełnie jak wiosenna trawa.  I naturalnie te piękne malinowe usta, pragnął ich odkąd tylko je ujrzał.  Jego przekleństwem było pożądanie każdego, kto wpadł w posiadanie obrazu.   I to, co czuł do Noela, tez powinno wiązać się z klątwą, a mimo to Casimiro czuł, że za tym przyciąganiem kryje się coś więcej, niż tylko jego przekleństwo.  A przynajmniej miał taką nadzieję.

Był całkowicie skupiony na młodzieńcu, obserwował go, jaki rozkoszował się ciepłem jego dłoni.  Nie chciał, aby ten przestawał, tak bardzo potrzebował ukojenia.  Zainteresowania.
Jako niewolnik seksualny nie tylko zaspakajał czyjeś potrzeby, on głównie zaspakajał swoje.
Ten niepohamowany głód, pragnienie seksu, było gorsze od łamania kości.  Blondyn wątpił, aby cokolwiek było wstanie ukoić jego ból.
 Noe stał jak zahipnotyzowany nadal badając twarz nieznajomego, chłopak wykrzywił usta w lekkim uśmiechu, schodząc dłonią niżej. Był tak zafascynowany przybyszem, iż nie zwracał uwagi na to, co robi.   Czuł się swobodnie, jego dłonie same wędrowały i badały ciało mężczyzny.  Spoczęły na jego nagim, gorącym i umięśnionym torsie.   Nagle dzieląca ich odległość, zmniejszyła się. Tak, że teraz niemal się obejmowali.
-Jesteś taki przystojny- wymamrotał gapiąc się na Casimira.
Mężczyzna zaśmiał się cicho, podobało mu się owe ciepłe powitanie. Spodziewał się czegoś innego, że chłopak wpadnie w histerię czy coś w tym stylu.   Widział już wiele rzeczy, i jakoś trudno było go czymś zaskoczyć.  A jednak brunetowi się udało.   Wyglądał na zaciekawionego niż na przestraszonego.
Im dłużej to wszystko trwało, im dłużej Noel go dotykał, tym bardziej on stawał się spragniony. Oddech mu się rwał, ledwo panował nad sobą. Jeszcze chwila a rzuci się na niego i weźmie go tu i teraz. Jego lędźwie płonęło żywym ogniem.  Od pięciu lat nikogo nie miał, a pragnienie rosło i rosło, sprawiając tym niewyobrażalny ból.  Nie mógł dłużej na to pozwolić, musiał odsunąć się od młodzieńca.
-Lepiej nie podchodź tak blisko, no chyba, że chcesz abym cię przeleciał, teraz – szepnął uwodzicielskim tonem.
-Hmm? –jęknął – Co to do diabła było? –syknął otrząsając się z transu.
-To był mój urok osobisty, tak działam na każdego, kto się do mnie zbliży  – wyjaśnił wzruszając ramionami –  Ludzie dostają czegoś w rodzaju rui, i jedyne, czego pragną, to seksu ze mną.
-Co takiego?! – wrzasnął lustrując mężczyznę wzrokiem. Oczywiście, jego wzrok musiał zatrzymać się na ogromnej erekcji nieznajomego.   Noe przełknął głośno ślinę, na jego twarzy pojawiły się wyraźne rumieńce.
-Nie przejmuj się, możesz patrzeć do woli, od tego tu jestem – zawołał widząc reakcję chłopaka.
-Odsuń się ode mnie zboczeńcu i weź się czymś zakryj! –warknął odwracając się oraz zakrywając sobie oczy.
-Nie mówisz chyba poważnie? – prychnął obdarzając go surowym spojrzeniem –  Jednak źle cię oceniłem, jesteś jeszcze większym wyzwaniem, niż myślałem.
-Ubrałeś się już? – syknął – Możesz założyć coś mojego –   mruknął nadal nie patrząc na blondyna, chociaż bardzo tego pragnął.
Casimiro mruknął coś pod nosem, po czym poczłapał do pokoju Noela, gdzie zaczął grzebać w jego szafie.  Nie mając wielkiego wyboru włożył na siebie szare dresowe spodnie.
-Już, możesz na mnie spojrzeć –  zawołał wracając do salonu –Byłem nagi, a nie trędowaty. Nie wiem, dlaczego tak panikujesz.
Green westchnął cicho, chyba zwariował. To nie mogło dziać się naprawdę, po prostu nie mogło.  To tylko jakaś tam stara legenda.  Magia nie istnieje.
 Zwariował, bo inaczej tego nie da się określić. A może dalej jest pijany ?
-Jak do diabła możesz tu być?  I czemu opuściłeś obraz?  – zerknął na blondyna, i pomimo, że był częściowo ubrany, nadal odczuwał te dziwne wibracje. 
Miał ochotę go pocałować.
Cholera.
-Noe, przypomnij sobie – poprosił uśmiechając się łagodnie – Spotkaliśmy się we śnie, wymówiłeś moje imię. Przywołałeś mnie. Zapomniałeś?
Nie zapomniał, nawet, jeśli bardzo tego chciał, to nie mógł zapomnieć tego przeklętego snu.  Przez cały czas mu towarzyszył.
-Ale przecież w książce było napisane, że trzeba wypowiedzieć twoje imię trzy razy o północy, wtedy dopiero opuszczasz obraz, i przez dwa tygodnie jesteś zobowiązany świadczyć usługi seksualne.
-Naprawdę słabo znasz łacinę –  mruknął.  Casimiro  już wcześniej zdążył rozejrzeć się po mieszkaniu bruneta.    Tak, więc bez jakiegokolwiek skrepowania usiadł na kanapie i westchnął  cicho.
-Ten, kto tłumaczył tekst, był kompletnym idiotą – odezwał się przerywając chwilową ciszę, która między nimi nastała –  Tak naprawdę, uwolnić mnie z obrazu można podczas pełni.   Nie ważna jest godzina, ważne jest, aby księżyc w całej swojej okazałości świecił wysoko na niebie.   I wcale nie wychodzę z obrazu na dwa tygodnie, to było by barbarzyństwo! – fuknął – Opuszczam obraz podczas pełni, i wracam do niego podczas następnej.
Green stał tuż naprzeciwko mężczyzny i z zakłopotaniem wpatrywał się w niego.
-Następnej pełni? Będziesz tu aż do następnej pełni?! – krzyknął chowając twarz w dłoniach.
‘Kurwa. ‘
-Mówisz tak, jakby to był jakiś problem  –  odezwał się posyłając brunetowi  łobuzerski uśmiech –  Poprzedniej nocy sam paliłeś się, aby mnie przywołać, więc teraz nie udawaj niezadowolonego.
-To był żart, nie wierzyłem w te brednie! –  wyjaśnił odwzajemniając spojrzenie mężczyzny.
-Brednie?  A czy teraz w nie wierzysz?- spytał przekręcając głowę lekko w prawo, nadal obserwując bruneta.
-Nie wiem – bąknął – Dlaczego cały czas jestem podniecony? I chcę cię całować?
-Och, tylko całować? – zacmokał udając lekko zawiedzionego.
-Ty to mi robisz? To twoja sprawka?!- warknął mrużąc oczy niczym wściekły kot.
-Może troszeczkę, taki już mój urok.
-Możesz przestać?  – spytał siadając na podłodze- Nie mogę przez to myśleć.
-Owszem mogę to tak jakby wyłączyć, ale nie wiem czy chcę – droczył się z nim.
‘To żart, tak?
Ten przeklęty przystojniak sobie  kpi!  Dupek.’
-To przestań, natychmiast!  – wrzasnął piorunując go wzrokiem- Masz mnie słuchać, jestem twoim panem!
Uśmiech zniknął z twarzy blondyna, wyglądał teraz na smutnego, zranionego a raczej zimnego.
-Dobrze – sapnął.
Noel  natychmiast poczuł zmianę, dziwne wibracje zniknęły, a wraz z nimi jego chcica.   Odetchnął z ulgą.
-Przepraszam – wymamrotał – Nie chciałem cię urazić.
-W porządku.
-Moja łacina nie jest aż tak słaba, w dodatku mam też dobrą pamięć.  Coś tam zrozumiałem, i zdaje się, że niektóre rzeczy są prawdą.  Muszę być, skoro tu siedzisz i pożerasz mnie wzrokiem.
-Słucham? Ja cię pożeram? – prychnął rozbawiony –To ty się nam nie gapisz jak na jakiś łakomy kąsek.
‘Trudno bym się nie gapił, jesteś do cholery olśniewający – pomyślał odwracając wzrok.’
Zdaje się, że masz kilka pytań, zgadza się? – spytał nieco łagodniejszym tonem, jednak Noe miał wrażenie, że blondyn nadal się boczy.
-Chcę poznać prawdę, chce wiedzieć jak to się stało, co takiego złego zrobiłeś, że spotkał cię taki los –  zielone tęczówki chłopaka ponownie skupiły się na mężczyźnie.
-Skąd pewność, że zrobiłem coś złego? – odparł zaskoczony oskarżycielskim tonem chłopaka.
-Inaczej nie spadłaby na ciebie klątwa, musiałeś coś zrobić. Wyglądasz na takiego, który sprawia kłopoty – rzucił uśmiechając się wrednie.
-W tamtych czasach klątwy rzucano z wielu różnych powodów – zripostował.
Był poważny, a jego błękitne oczy były przygaszone, pełne bólu.  Noe widział go, mimo starań Casimira. Chłopak nic nie powiedział, tylko czekał na ciąg dalszy.
-Widzisz, w moich czasach wiele zachowań uznawano za normalne, ale równie wiele z nich nie tolerowano.  Kobiety, klątwy to ich cholerny wymysł– syknął spoglądając na Greena –  A jeśli chodzi o mnie, to nie zrobiłem nic złego,  chyba, że miłość jest zbrodnią?
 -Co masz na myśli? – Noe uważnie wsłuchiwał się w każde pojedyncze słowo wypowiedziane przez Włocha.  I za każdym razem rozkoszował się jego cudownym akcentem – Zakochałeś się?
-Tak, ale pozwól, że zacznę od początku –Casimiro wypuścił powietrze z płuc. Tak dawno do tego nie wracał, nigdy nikomu nie opowiedział, co wtedy się stało, właściwie nikt nie znał jego przeszłości.   Zerknął na bruneta, ich spojrzenia spotkały się z sobą. Prychnął.  Dzieciak miął na niego dziwny wpływ, i co najgorsze, ufał mu.
-Jeśli to taki problem, możemy przełożyć tą rozmowę na później – zaproponował, widząc, iż blondyn ociąga się ze swoją opowieścią.
-I miałbym pozwolić, iż umrzesz z ciekawości? Też coś – jęknął – Po prostu bądź cicho i mi nie przerywaj, zgoda?
Noe w odpowiedzi skinął lekko głową,
-Pewnie uczyli was tego w szkole, albo wyczytałeś to z tej głupiej księgi, ale za pewne masz świadomość, iż wiele lat temu, bogowie współżyli na ziemi z ludźmi.   Niektórzy z nich lubili wybierać sobie pupili i obdarzać ich przywilejami.   To szczęście pewnego dnia spotkało i mnie.   W wieku dwunastu lat poznałem Venus, rzymską Boginie miłości.  Dziś znaną, jako Afrodytę.   Musze przyznać, że była piękna, naprawdę piękna i wspaniała.  Jej oczy, również miały odcień wiosennej trawy – Casimiro uśmiechnął się na samo wspomnienie ciepłego spojrzenia kobiety –   Powiedziała mi, że mnie wybrała na swojego podopiecznego.   Chciała żebym został jej pupilem, zgodziłem się. Tylko głupcy odmawiają Bogom i tylko głupcy się zgadzają.
-Nie rozumiem?  Dlaczego głupcy? Co by się stało gdybyś odmówił?  – spytał lekko przygryzając dolna wargę.
-Potępienie, a w najlepszym przypadku śmierć. Tak czy siak, jesteś stracony –  odpowiedział krzywiąc się-  Miałeś mi nie przerywać.
-Przepraszam, mów dalej, proszę.
– Przez wiele lat dotrzymywałem jej towarzystwa, a ona mnie uczyła.  Dała mi więcej niż oczekiwałem, że dostanę. Widzisz, Bogowie zazwyczaj szybko się nudzili, żaden ich pupil nie zagrzał miejsca na dłużej niż dwa miesiące. Potem byli wymieniani.  A Wenus, ona nigdy nie chciała się mnie pozbyć.  W dniu moich piętnastych urodzin zaprowadziła mnie do swojej sypialni, gdzie, no cóż po prostu uprawialiśmy seks.
-Chwila, chcesz mi powiedzieć, że Bogini miłości była pedofilką?!  –  fuknął zażenowany Green.
-To nie tak, w moich czasach, to było normalne – westchnął a po chwili wznowił swoją opowieść -Była moją pierwszą, od tamtego razu, już, co noc z nią sypiałem. Ludzie gadali, ale miałem to gdzieś. Wybrała mnie, chłopca, który stracił matkę w wieku siedmiu lat i wychowywał go ojciec. Ojciec, który sypiał z okolicznymi nałożnicami, zdarzało mu się sypiać i z mężczyznami. Byłem nikim, ojciec dbał tylko o siebie. A mnie chciał wysłać do armii, chciał abym został gladiatorem.   Więc, kiedy komuś takiemu jak ja, ukazywał się Bóg czy Bogini, nie było mowy o rezygnacji- wycedził robiąc na chwilę pauzę, głównie po to by zaczerpnąć tchu – Dzięki Wenus miałem pieniądze, wykształcenie i wszystko inne, o czym wcześniej mogłem tylko marzyć.  Ona nauczyła mnie jak kochać, jak sprawić drugiej osobie przyjemność.   Była moja przyjaciółką, mentorką, kochanką.  To ciągnęło się do moich dwudziestych piątych urodzin.  Przez tyle lat byłem w niej zakochany, zafascynowany nią a przede wszystkim wierny, aż pewnego dnia.
Oczy mężczyzny pociemniały jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. Przypominały teraz burzowe pochmurne niebo.   Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, usta miał zaciśnięte w cieką linię, jakby się wahał czy mówić dalej.
-Nie wiem, co powiedzieć, to wszystko brzmi jak jakaś starodawna i niewiarygodna legenda, czy coś w tym stylu – wykrztusił nie potrafiąc się pohamować.  Od zawsze był szczery oraz paplał to, co mu ślina na język przyniosła.
-Jakbyś nie zauważył, jestem starodawny – zawołał uśmiechając się ironicznie.
-Oj nie łap mnie za słówka, tylko powiedz, co stało się dalej.
-Dlaczego właściwie chcesz to wszystko wiedzieć? -zagadnął uważniej przyglądając się francuzowi – Nikt wcześniej mnie nie pytał o moją przeszłość, ani o to, czemu jestem w obrazie. Oni chcieli ode mnie seksu, i po to tutaj jestem. Aby dać ci rozkosz, o jakiej śnisz, co noc.
-Jeśli masz tu zostać do następnej pełni, a Bóg jeden wie, kiedy ona nastąpi – mruknął – To muszę wiedzieć o Tobie wszystko. Musze cię poznać, chcę cię poznać.
-Po, co?   Jestem nikim, jestem seksualnym niewolnikiem, który prędzej czy później znów wróci do obrazu i pozostanie w nim przez kilka dobrych lat.
-Nie jesteś nikim, byłeś wybrankiem samej Afrodyty, co mnie nie dziwi. W końcu jesteś wspaniały, jednak chcę zrozumieć, dlaczego postanowiła zrobić ci coś tak okrutnego.
-Okrutnego? A może mnie to odpowiada?
-Nie, widzę w twoich oczach mnóstwo bólu i tęsknoty – wycedził.
Noel posłał mu błagalne spojrzenie szczenięcych oczu, wiedział, że nie powinien naciskać. Ale skoro znalazł się w środku tej dziwnej historii to chce poznać wszystkie jej detale.
-Nie patrz tak na mnie, nic tym nie wskórasz.
-To, co mam zrobić, byś dokończył swoją opowieść?  Zresztą, to niegrzeczne, zaczynać coś a potem nie kończyć.
Casimiro wywrócił oczami, ten dzieciak był niemożliwy.
-Dokończę, ale pod pewnym warunkiem – oblizał swojespierznięte usta, tym samym posyłając Noe diaboliczny uśmiech – Kiedy już poznasz moją przeszłość, pozwolisz się zabrać do sypialni, gdzie w końcu cię przelecę.
‘Cholera. ‘
I pomyśleć, że moi rodzicie cię mi przysłali  – jęknął zrozpaczony – Czy wszystko musi kręcić się wokół seksu?
-Noel, wiem, czego pragniesz – odparł łagodnym, hipnotyzującym głosem – Nie mogę dać ci miłości, ale pozwól mi spełnić, chociaż połowę twoich marzeń.
Green zadrżał na dźwięk swojego pełnego imienia, w ustach blondyna brzmiało ono jak erotyczny komplement.  W dodatku oszalał na punkcie jego włoskiego akcentu.
‘Chrzanić to, raz się żyje.   Nikogo lepszego niż Casimiro nie spotkam, nie ma, co się oszukiwać, więc,  skoro tu jest, to skorzystam.’
-Dobrze, zgadzam się, ale proszę dokończ mówić o sobie.
Casimiro uśmiechnął się triumfalnie, mimo iż nie spodziewał się, że pójdzie mu tak łatwo.    Ów chłopak zaskakiwał go zawsze, kiedy już myślał, iż go rozpracował.
 -Po prostu poznałem swoją prawdziwą miłość.  Wtedy po raz pierwszy zdradziłem Wenus, w dniu, w którym spotkałem Sorena.
-Zdradziłeś Boginie miłości z innym mężczyzną? – Noe był w szoku, nie tego się spodziewał– Nie dziwię się, że się wściekła.
-Wściekła? –  blondyn zachichotał- Wpadła w szał, dostała ataku furii, oszalała, a nie tylko wściekła – odparł przeczesując dłonią swoje długie blond włosy.
-Soren, jaki on był i co się z nim stało?
-Spotykaliśmy się potajemnie, oboje byliśmy bardzo ostrożni.  Ale ludzie i tak gadali, oni zawsze gadali.   Wenus wiele razy mnie pytała o owe plotki, ale, jak zawsze zaprzeczałem, mówiąc, że tylko ją kocham i pragnę. Kłamałem.  Ale co innego mogłem zrobić? To ona podstępem mnie zagarnęła, uczyniła swoim niewolnikiem, wykorzystywała.    Kiedy spotkałem Sorena, zrozumiałem, że Afrodyta rzuciła na mnie urok, a że byłem jeszcze dzieckiem, pokochałem ją z łatwością.  Biedny, skrzywdzony, pozbawiony miłości chłopiec, to doskonały materiał na kochanka, którego możesz sobie wychować jak tylko chcesz.
-To okrutne, niemoralne – prychnął oburzony Green-  Wstrętna napalona pedofilka.
Casimiro starał się nie roześmiać. Och, miał nadzieje, że ta suka go słyszy.  Ciekawe czy miano „pedofilki „jej się podoba?
-Jest Boginią, wolno jej wszystko – rzucił poirytowany – Dla pewności poszedłem odwiedzić parki, choć to ryzykowne.  Musiałem jednak wiedzieć, czy to prawda, nie chciałem jej osądzać, nie mając pewności.  W końcu odmieniła moje życie, zawdzięczałem jej tak wiele.   Niestety parki potwierdziły moje przypuszczenia.
-Wybacz, że znów ci przerywam, ale każdy ot tak mógł pójść do parek?
-Tak, były Boginiami losu.  One znały moją przyszłość, jaki przyszłość innych ludzi oraz Bogów. Mogłeś z nimi rozmawiać, ale nie zawsze dostawało się to, po co się przyszło – wyjaśnił uśmiechając się smutno – Nie mówiły zbyt wiele, czasami nie odpowiadały na zadane pytanie i bredziły coś totalnie bezsensu.   W każdym razie, kiedy je odwiedziłem, poznałem prawdę.  Wyznały mi, że Afrodyta od dawna wybierała młodych chłopców. Rzucała na nich urok i mąciła w głowie.  Potwierdziły też, że Soren to moja bratnia dusza.   A kiedy poznajesz te jedyną osobę, urok rzucony przez Wenus, czy kupidyna traci moc, znika.   Magia nigdy nie wygra z siłą prawdziwej miłości.
-A jednak trafiłeś do obrazu – odparł ponurym głosem – Kto rzucił klątwę? Afrodyta?
-Tak, trafiłem do obrazu przez nią.  Stwierdziła, że ją zdradziłem, że nie wiem, co to miłość, że ją zhańbiłem.  I dlatego postanowiła mnie ukarać, dając nieśmiertelność, wspaniałe moce i możliwość obcowania, z kim tylko popadnie.
 -A stało się z Sorenem?
-Miałem ci tylko powiedzieć, co nabroiłem i czemu zostałem przeklęty, dotrzymałem swojego słowa – rzucił wstając z kanapy – Kolej na ciebie.
-Zabiła go, tak?  –  chciał poznać wszystkie szczegóły, które tyczyły się wcześniejszego życia blondyna.  Nie, dlatego że był ciekawski, a dlatego, że mu współczuł i chciał mu pomóc.
-Nie rób tego, nie myśl o tym – wyszeptał kucając przy brunecie – Nie można mi pomóc, klątwy rzucone przez starodawnych Bogów są nieodwracalne.
-Co? Ale skąd ty wiesz, o czym ja myślę? – syknął zaniepokojony.
-Słyszę każdą myśl, w której pojawia się moje imię.
Noe nieco się zamotał, w głowie miał jeden wielki burdel. Tego było zbyt wiele, nie wiedział, w co ma wierzyć, ani o czym ma myśleć.
-Najlepiej o niczym – blondyn pochylił się nad nim – Znam wiele sposobów na odprężenie się.
-Nie wątpię, ale nadal nie rozumiem, dlaczego Afrodyta rzuciła na ciebie urok, zamiast pójść i poszukać sobie nowego kochanka.
-To skomplikowane – burknął, naprawdę zaczynał mieć już dość tej rozmowy, nie mówiąc już o tym cholernym pragnieniu.  Jeszcze chwila, a weźmie go siłą.
Noel zorientował się, że coś jest nie tak, czuł na sobie intensywność spojrzenia mężczyzny.  Niewolnik w danej chwili przypominał wściekłego i wygłodniałego wilka.
-Coś cię boli?  Nie wyglądasz za dobrze.
-Po prostu przestań wypowiadać imię tej dziwki, chyba, że chcesz, aby się tu zjawiła – warknął.
-Co masz na myśli, mówiąc zjawiła?  –  spytał robiąc mało inteligentną minę – Przecież ona nie…
Niestety nie było mu dane dokończyć, ponieważ Casimiro zakrył mu usta dłonią.
-Naprawdę nie wiesz, kiedy należy przestać gadać? – fuknął – Temat zakończony, powiedziałem ci o wiele więcej niż chciałem, i na tym koniec, jasne?
Chłopak przytaknął.
-Nie będę naciskał, liczę, że dotrzymasz danego mi słowa –  Mężczyzna puścił go i odsunął się- A teraz pozwól, że pójdę wziąć kąpiel.
Casimiro podniósł się i nie patrząc na bruneta udał się do łazienki.
Zszokowany Noel siedział na podłodze przez kilka sekund, po czym podniósł się i poczłapał do swojego pokoju.
Musiał zajrzeć do tej durnowatej starej księgi. Był święcie przekonany o tym, że Casimiro coś ukrywał.
W jego historii czegoś brakowało.
Miał niewiele czasu, podekscytowany zaczął grzebać w swoich rzeczach w poszukiwaniu książki, niestety nigdzie jej nie było.
‘Dziwne.’
‘Kurwa. To jego sprawka, ukrył ją, ten seksowny dupek ją schował!  
Niech ja go tylko dorwę! ‘